Trudno sobie wyobrazić dzisiejsze życie bez prądu elektrycznego. Prąd jest wszędzie: w oświetleniu, pralkach, lodówkach, żelazkach i innych urządzeniach elektrycznych, stwarza potencjalne niebezpieczeństwo dla każdego z nas, a szczególnie dla dzieci i to tym większe, im młodsze i mniej doświadczone jest dziecko. Niebezpieczeństwo wzrasta, jeśli te urządzenia są niesprawne, dlatego wszelkie uszkodzenia urządzeń: kontaktów, przewodów itp. muszą być zreperowane przez elektryka natychmiast po zauważeniu usterki, bo o nieszczęście nietrudno.

Uszkodzenia organizmu wywołane przez prąd elektryczny zależą od wielu czynników, a między innymi od wysokości napięcia i natężenia prądu, czasu działania prądu (zetknięcia się z prądem). Nadto bardzo ważne jest to, na czym porażony stoi. Jeżeli będzie w suchym obuwiu lub na suchej drewnianej podłodze, to mniejszą poniesie szkodę niż gdyby stał na wilgotnej podłodze lub ziemi, boso lub w mokrych butach. Porażenie będzie również większe u człowieka spoconego lub zmoczonego. Wilgoć jest dobrym przewodnikiem elektryczności, prąd elektryczny przepływa wtedy swobodnie przez nasze ciało i może nas porazić, poparzyć, nawet zabić, a przy bardzo wysokim napięciu - spalić na węgiel.

Mówiąc o porażeniu prądem elektrycznym - trzeba podkreślić, że niektórzy ludzie, wykazują większą, a inni mniejszą wrażliwość na prąd elektryczny. Im człowiek jest młodszy, tym gorzej jego organizm znosi zetknięcie się z prądem elektrycznym. Śmierć przy porażeniu prądem następuje wskutek porażenia serca i oddechu. Porażony prądem elektrycznym pada nagle nieprzytomny, kurcząc przy tym gwałtownie ręce, najczęściej kryjąc w zaciśniętej dłoni przewód elektryczny (jeśli ten przewód był bezpośrednia przyczyną porażenia). W miejscu zetknięcia się z prądem obserwujemy oparzenie skóry. Oparzenia zresztą mogą być nieraz dość odległe - np. ktoś dotknął przewodów ręką prawą, a największe oparzenie nastąpiło pod pachą lewą, gdzie był najbardziej spocony.

Ratowanie porażonego rozpoczyna się od możliwie szybkiego odłączenia go od źródła prądu elektrycznego. Należy przy tym zachować dużą ostrożność, aby samemu nie ulec porażeniu. Zdarza się niestety często, że próbując oderwać porażonego od przewodu elektrycznego, przez który przepływa prąd, sami ratujący ulegają porażeniu. Można to zrobić znacznie prościej wyłączając bezpieczniki, wyciągając z gniazdka przewód zasilający.

Jeżeli tego nie możemy zrobić, to odciągamy porażonego (albo przewody) ostrożnie, wkładając na rękę rękawiczkę gumową lub przy pomocy jakiegoś kija, szmaty, itd. Bardzo ważne jest, abyśmy nie stali na wilgotnej podłodze - zwłaszcza jeśli jest to prąd o wysokim napięciu.

Po oderwaniu porażonego od źródła prądu przystępujemy do sztucznego oddychania - przy czym musimy pamiętać, że czasem zabieg ten trzeba wykonywać przez 2-3 godziny. Wszelkie leki (zastrzyki) mogą być podawane tylko przez lekarza. Nieprzytomnemu nie wolno nic wlewać do ust, bo możemy spowodować dostanie się płynu do płuc i jeszcze pogorszyć stan porażonego.

Porażonego trzeba rozebrać i dokładnie obejrzeć, czy nie ma oparzeń. Przy oparzeniu prądem postępujemy tak, jak przy zwykłym oparzeniu cieplnym. Miejsce oparzone przykrywamy sterylną gazą, którą następnie polewamy spirytusem lub czystą wódką. Duże oparzenia wymagają leczenia szpitalnego.

Po odzyskaniu przez porażonego przytomności, należy go położyć do ciepłego łóżka i podać ciepłe płyny, najlepiej kawę lub herbatę.

Porażenie piorunem jest również porażeniem prądem elektrycznym, powstałym wskutek wyładowań elektrycznych. Iskra pioruna o napięciu milionów woltów powstaje między chmurą i jakimś obiektem na ziemi wskutek różnicy ich ładunków elektrycznych, przy czym działanie prądu trwa ułamek sekundy. Dziennie na kuli ziemskiej ginie od piorunów około 20 osób, a rocznie 7000. Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście musi ginąć te 7000? Na pewno nie, gdyby natychmiast po wypadku udzielono im odpowiedniej pomocy.

Ratowanie porażonego rozpoczynamy od sztucznego oddychania i równocześnie wzywamy lekarza.

Zabobony o konieczności "ściągania prądu" (np. przez zakopanie go w ziemi) z porażonego przyniosły wiele szkody, a w niektórych przypadkach były powodem śmierci. Człowiek rażony piorunem lub prądem nie ma w sobie żadnego prądu, bo przy porażeniu piorunem prąd przepływał przez niego przez ułamek sekundy, a przy porażeniu prądem elektrycznym przepływał tak długo, jak długo porażony dotykał przewodu, i z chwilą odłączenia go od przewodu - prąd przestaje przezeń przepływać.

Jedynym środkiem, który trzeba zastosować, jest sztuczne oddychanie metodą "usta-usta" lub "usta-nos" oraz zewnętrzny masaż serca. Niezależnie od udzielanej przez siebie pomocy wzywamy natychmiast karetkę pogotowia ratunkowego, najlepiej reanimacyjną (R).

Mówiąc o porażeniu piorunem należy wspomnieć o tym, jak należy chronić się przed piorunem i jak zachować się w czasie burzy. Najważniejsze jest zabezpieczenie domostw piorunochronami, a zwłaszcza tych budynków, w których jest większe zbiorowisko ludzi - a więc szkoły, przedszkola itd. Kierownicy szkół i przedszkoli mają obowiązek dopilnowania założenia piorunochronów. W czasie burzy niewskazane jest stanie w otwartym oknie lub drzwiach wejściowych. Radio, które ma antenę zewnętrzną, powinno być wyłączone (bez anteny lub z anteną wewnętrzną może grać). Światła elektrycznego nie trzeba wyłączać.

Jeżeli burza "złapie" nas poza zabudowaniami, to nie należy chronić się pod drzewami, ponieważ pioruny najczęściej uderzają w drzewa i to te samotnie stojące. Podążamy wtedy powoli (nie biegiem!) w stronę najbliższego domostwa. Jeżeli burza zaskoczy nas w lesie, a jesteśmy z dziećmi, to należy je rozmieścić pod krzewami lub najniższymi drzewami i to możliwie daleko od pnia. Piorun (prąd elektryczny) spływający po drzewach ma największe napięcie blisko drzewa, a stopniowo w miarę oddalania się od niego napięcie to maleje. Jeżeli więc człowiek lub koń czy krowa stoi blisko drzewa, po którym spłynął piorun, to prąd wejdzie przez jedną nogę, a wyjdzie drugą, powodując porażenie lub śmierć, szczególnie wtedy, gdy między jedną a drugą nogą będzie większa odległość, bo większa wtedy będzie różnica napięcia elektrycznego. Zrozumiałe jest więc, dlaczego piorun częściej zabija konia czy krowę niż człowieka.

Jeżeli już staniemy w czasie burzy pod drzewem, to przynajmniej 10 metrów od pnia i noga przy nodze. Lepiej jednak zmoknąć niż ryzykować życie. A więc trzymajmy się z dala od drzew. Niewskazane też jest przebywanie w wodzie, bo i tu czasami pioruny uderzają.